Od parady Nowego Orleanu po góralskie śniadanie: finał letniej Zadymki w Bielsku-Białej
Gdy miasto dopiero wchodziło w pierwszy dzień lata, w Bielsku-Białej finał festiwalu już był w pełnym biegu: ulicami ruszyła kolorowa Parada Nowoorleańska, a taniec i jazz rozlały się od dworca po Plac Wojska Polskiego. Letnia odsłona 28. Bielskiej Zadymki Jazzowej – Orlen Jazz zakończyła się 21 czerwca radośnie i w rytmie swingu, ale po drodze publiczność dostała także hip-hopowy impuls i wyrafinowaną opowieść o muzycznych korzeniach z różnych stron świata.
21 czerwca: Parada Nowoorleańska i swingowy finał na Placu Wojska Polskiego
W sobotę 21 czerwca centrum Bielska-Białej stało się sceną w ruchu. Parada Nowoorleańska przemaszerowała przez miasto, prowadząc słuchaczy prosto na finałowy koncert festiwalu zorganizowany na Placu Wojska Polskiego. Na plenerowej scenie pojawiła się Original Prague Syncopated Orchestra, a obok muzyki równie mocno wybrzmiała taneczna energia.
Na miejscu zaplanowano pokazy szkół tanecznych Swing City Bielsko oraz Two To Jazz, które przypomniały, że swing na Zadymce nie jest dodatkiem do koncertów, tylko równorzędnym językiem opowiadania o jazzie. Publiczność mogła jednocześnie słuchać i obserwować, jak muzyka prowadzi ruch – od rytmu stopy po układ całej pary.
19 czerwca: „Pociąg do hip-hop jazzu” z Bielska-Białej Głównej do Czechowic-Dziedzic
Dwa dni wcześniej, w piątek 19 czerwca, festiwal postawił na formułę, która zmieniała miasto w trasę koncertową. Spotkanie „Pociąg do hip-hop jazzu” rozpoczęło się wieczorem na Stacji Bielsko-Biała Główna, skąd skład ruszył do Czechowic-Dziedzic. Wyprawa nie była jedynie przejazdem na wydarzenie - muzyka i taniec towarzyszyły uczestnikom na dworcu, w pociągu, a później także podczas koncertu, którego finałem była czechowicka Browaria.
Ten kolejowy odcinek Zadymki miał mocny, miejski puls. Wystąpili:
- Gleba,
- DJ Michos,
- Renegade Brass Band,
- DJ Danny Drive Thru,
- młodzi tancerze ze Studia Tańca 4South.
Formuła wydarzenia podkreśliła to, co w jazzie i hip-hopie najważniejsze: rytm, improwizację i wspólnotę chwili - niezależnie od tego, czy uczestnicy stali na peronie, przechodzili korytarzem wagonu, czy docierali na koncert.
20 czerwca: koncert w Sali Ceremonii przy bielskim cmentarzu żydowskim
Sobota 20 czerwca przyniosła kontrast do ulicznego i tanecznego żywiołu. Festiwal zaprosił na koncert pełen odniesień, subtelności i improwizacji w miejscu, które samo w sobie buduje nastrój: w Sali Ceremonii przy bielskim cmentarzu żydowskim. Na scenie stanął projekt Michała Barańskiego „No Return No Karma”. Lider grał na kontrabasie i gitarze basowej, a towarzyszyli mu: Piotr Wojtasik (trąbka), Shachar Elnatan (gitara), Michał Tokaj (instrumenty klawiszowe) i Łukasz Żyta (perkusja).
Wątek płytowy tego projektu pojawił się również w planie dnia. Odsłuch albumu odbył się w sobotę o godz. 12.00 w HiFi Studio. Na płycie, poza składem instrumentalnym, pojawiają się także wokaliści: Aga Zaryan, Kuba Badach i Michał Rudaś - artysta, który dostał się do indyjskiego talent show. Podczas koncertu w Sali Ceremonii partie wokalne wykonywali jednak Michał Barański oraz Shachar Elnatan.
„Trwa kolejna odsłona letnia Zadymki. Dzisiaj szczególnie odczuwamy to letnie, gorące powietrze, dlatego otworzyliśmy drzwi na przestrzał.”
Jerzy Batycki, dyrektor festiwalu
„Świeżego powietrza podczas dzisiejszego wieczoru nam nie zabraknie.”
Jerzy Batycki, dyrektor festiwalu
Otwarte drzwi Sali Ceremonii z widokiem na zieleń cmentarza i szarość nagrobków stały się częścią scenografii. Jerzy Batycki przypomniał też festiwalową tradycję wychodzenia poza standardowe sale: Zadymka zabierała już publiczność na tysiąc metrów nad poziom morza do schroniska górskiego na Szyndzielni oraz 320 metrów pod ziemię - do komory badawczej numer 8 Kopalni Guido. Wspomniał również o koncertach w uznanych przestrzeniach, takich jak sala Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach.
151 lat historii i unikatowe polichromie. Co mówią gospodarze miejsca
Zanim zabrzmiały pierwsze dźwięki „No Return No Karma”, o samej przestrzeni opowiedział widzom pełnomocnik Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej Dariusz Gajny. Wskazał na wagę obiektu i jego ochrony konserwatorskiej, a także na to, że jest to miejsce żywe - otwarte na wydarzenia kulturalne.
„To miejsce wyjątkowe, mające 151 lat historii. To jedyny budynek sakralny związany z judaizmem na terenie miasta, który przetrwał II wojnę światową.”
Dariusz Gajny, pełnomocnik Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej
„Polichromie, które państwo macie nad swoimi głowami, są unikatowe, wpisane do rejestru zabytków osobnym wpisem, ponieważ tego typu ornamentyka została zniszczona na terenie dawnego Cesarstwa Austro-Węgierskiego oraz Niemiec podczas nocy kryształowej.”
Dariusz Gajny, pełnomocnik Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej
„Kiedy obudowy wanno Wielką Synagogę w Berlinie, konserwatorzy właśnie do tej sali przyjeżdżali i odwzorowywali te polichromie, żeby je odtworzyć właśnie w Berlinie.”
Dariusz Gajny, pełnomocnik Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej
Pełnomocnik zwrócił też uwagę na sytuację lokalnej wspólnoty i skalę opieki nad dziedzictwem.
„Społeczność żydowska w Bielsku-Białej jest nieliczna, składa się z kilkudziesięciu członków. Pod zarządem gminy żydowskiej jest 12 cmentarzy w regionie, wszystkie wpisane do rejestru zabytków, ale tylko ten jest cmentarzem czynnym i tylko ten ma czynną Salę Ceremonii, gdzie odbywają się różne wydarzenia kulturalne.”
Dariusz Gajny, pełnomocnik Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej
Wśród przykładów wydarzeń, które gościły w Sali Ceremonii, wymienił koncerty, a także spektakle teatralne: „Dziady” Adama Mickiewicza oraz „Opowieść wigilijna”. Zaprosił również do odwiedzania obiektu podczas oprowadzania po cmentarzu z historykiem Jackiem Proszykiem i w ramach zajęć edukacyjnych w Tajemniczym Ogrodzie stworzonym na nieużywanej części cmentarza.
„No Return No Karma”: jazz, folklor i inspiracje z Indii
Organizatorzy Zadymki podkreślali, że wybór tej lokalizacji wiąże się z historią Bielska-Białej - miasta budowanego przez wielowyznaniowość i wielokulturowość, leżącego kiedyś na pograniczu państw i zaborów, gdzie Polacy, Niemcy i Żydzi funkcjonowali obok siebie. W takim kontekście projekt „No Return No Karma” wybrzmiał jako artystyczna synteza tradycji: Michał Barański czerpie z hinduskiej muzyki rytmicznej, splata ją z europejskim jazzem i elementami polskiej muzyki ludowej.
Sam artysta odniósł się do wagi historii miejsc, w których gra, i do wątków osobistych, które przenikają do jego kompozycji. Wspominał o swoim pochodzeniu z Górnego Śląska, z Żor, a także o tym, że od 15 ponad lat mieszka w Warszawie na Grochowie, na Pradze Południe.
„Interesuję się historią, lubię sprawdzać historię miejsc, w których przebywam.”
Michał Barański
„Postanowiłem napisać o tym utwór. Shachar Elnatan zainspirował mnie instrumentem arabskim, który nazywa się ud – to rodzaj lutni.”
Michał Barański
„Napisałem utwór, który jest mieszanką melodii polskich, żydowskich i indyjskich. Co ciekawe, na pierwszym koncercie ta lutnia nam się złamała i podczas trasy koncertowej Shachar musiał zagrać ten utwór na gitarze. Tak zagrał, że stwierdziłem: dobra, już zostawmy tę lutnię. Logistyka jazzowa bywa bardzo trudna.”
Michał Barański
Sobotni wieczór był też spotkaniem po latach. W składzie pojawił się Piotr Wojtasik - muzyk, u którego Michał Barański miał zajęcia z improwizacji na pierwszym roku studiów w Akademii Muzycznej w Katowicach, a później grał w jego zespole. Teraz, jak podkreślono ze sceny, po raz pierwszy udało się zaprosić trębacza do składu lidera.
Zapowiadając tytułową kompozycję „No Return, No Karma”, Michał Barański mówił o tym, że utwór zbiera w jedno najważniejsze inspiracje z jego drogi: dom rodzinny w Żorach, studia jazzowe, fascynację Indiami i polskim folklorem. Wspomniał też o rodzinie obecnej na widowni - mama artysty siedziała na sali wraz z matką Shachara Elnatana. Dodał, że oboje jego rodzice są muzykami klasycznymi: ojciec był fagocistą Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, a mama pianistką. W domu słuchało się wielu gatunków, także muzyki etnicznej i jazzu; ojciec artysty jest fanem Pata Metheny’ego - i te fascynacje, jak wynikało z opowieści ze sceny, wracają dziś w brzmieniu projektu.
Niedzielny poranek: śniadanie jazzowe na Dębowcu
Po piątkowym „Pociągu do hip-hop jazzu”, sobotnim koncercie w Sali Ceremonii i niedzielnym finale z Paradą Nowoorleańską, Zadymka przypomniała także o swojej tradycji poranków z muzyką. W niedzielę rano publiczność zaproszono na śniadanie jazzowe w Schronisku Dębowiec 520, gdzie zagrała Kapela Góralska Straconka. Tym samym festiwal domknął taneczno-jazzowy weekend, prowadząc słuchaczy od miejskiego zgiełku po górskie schronisko.
Ta letnia odsłona 28. Bielskiej Zadymki Jazzowej – Orlen Jazz pokazała, że festiwal konsekwentnie buduje program na styku stylów i przestrzeni: od hip-hopu i brass bandu w podróży, przez swing w centrum miasta, po projekt „No Return No Karma” zanurzony w wielokulturowych odniesieniach i historii miejsca.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!